handmade pictures incl. realistic and comix-like drawings and some additional manga paintings pictures made with pc graphic software such as Adobe Photoshop, Corel Draw etc. 3d graphics made in Bender mainly graphic logos and graffiti projects comics made by Sebasthien in european and manga drawing style based on the scripts by Sebasthien photos statues,people, nature flash, 3d, animations scipts, short novels, comix scripts links, recommended sites to see info about author and general inf

VAI
(comix script - short novel)


[Świat:]
hmm... no - jakiś inny; nie Ziemia - choć podobny. Miejsce: krajobrazy coś w stylu Zach. Kanady. Prawie żadnej cywilizacji - to znaczy cywilizacja jest, ale inna niż u Nas. Znacznie mniej ludzi - żyją w osadach - niewielkich. Niemal prehistoria - świat mityczny (raczej fantastyczny) zamieszkiwany przez najróżniejsze stworzenia, nawet dinozaury, smoki etc.
       Popołudnie. Spokój. Cisza. Nagle rozległ się wrzask:
- Cholera!!! O psy nie kopane!!!
Zwierzęta uciekły w popłochu. Koniec spokoju i ciszy. Źródłem zamieszania była Vai - młoda dziewczyna o złotych włosach i pomarańczowych oczach. Straszliwie wkurzona dziewczyna, gdyż ukradziono jej mieszek w którym był niezwykle piękny i cenny klejnot (sama go zresztą ukradła krasnoludom, które niestrudzenie ją od tej pory tropiły). Vai. Ledwie dysząc z powodu kaca, starała się sobie przypomnieć co tak właściwie zaszło. Pamiętała, że zeszłego dnia poznała parę podróżników (dziewczynę i chłopaka). Wieźli oni spory ładunek wina.
- Uhh... - westchnęła Vai, na tego wspomnienie.
Wino szybko "rozpromieniło" atmosferę. Gdzieś od 7 kubka pamięć dziewczyny to jedna wielka, rozmazana plama.
- Grrr! - wycedziła - Podłe ludziska! Dzisiaj nikomu już nie można ufać! Jak mogli mi go ukraść?! A tyle się namęczyłam by zwinąć go tym karłom! Aaaa!!! - wrzasnęła na koniec złowróżbnie patrząc na góry, rozpościerające się tuż przed nią.
Skamieniała. Na odległym przesmyku majaczyły 2 dziwnie znajome z postury postaci. W dodatku ciągnęły jakiś wyładowany wóz. Vai wpatrzyła się w nie niczym drapieżny ptak w upatrzoną zdobycz. Warknęła i wystrzeliła z miejsca jak strzała. Długimi susami i skokami pognała w kierunku uciekinierów sycząc pod nosem:
- Już ja was...!
Po niedługim czasie dopadła uciekinierów, ale w chwili, gdy brała zamach by ich zmieść jednym ciosem, zza krawędzi grani wyłonił się potężny czerwony smok. Też słyszał o klejnocie i pragnął go dla siebie (jat to smoki). Wywiązała się krótka walka w wyniku której smok padł martwy. Już Vai cieszyła się z sukcesu, gdy niespodziewanie pojawiły się krasnoludy zakute w ciężkie zbroję i z wielkimi toporami w rękach. Vai, ranna i wyczerpana walką ze smokiem, nie miała już sił przeciwstawić się gdy zabierali klejnot. Ostatkiem sił próbuje jeszcze ich gonić jednak mogła się tylko bezwładnie wlec. Po jakimś czasie, ledwie żywa wpada na chłopaka, który akurat podglądał kąpiące się pod wodospadem leśne wróżki. Te natychmiast zauważyły poruszenie i dzikim pędem rzuciły się na chłopaka. Za chwilę jednak zamarły w miejscu. Dopiero teraz bowiem zobaczyły leżącą Vai. Jej widok wywołał panikę i wróżki uciekły szybciej niż huraganowy wiatr. Chłopak po wszystkim zabrał Vai do swojej siedziby (kamienno-drewniamy dom na zboczu góry) i tam ją opatrzył. Minęło parę dni zanim Vai się obudziła z długiego snu. Pierwszą rzeczą jaką zrobiła było obicie chłopaka (drugą i trzecią zresztą też). Trochę trwało zanim Vai wydusiła z siebie odrobinę wdzięczności za udzieloną jej pomoc. Niemal od razu chciała ruszać w pościg za krasnoludami, ale ostatecznie dała się przekonać chłopakowi, że potrzebuje jeszcze paru dni odpoczynku. Odpoczynek jednak nie trwał długo. Pojawiła się bowiem dwójka złodziei (tych od wina) w towarzystwie hordy orków. Trzeba było natychmiast uciekać. Chłopak był niezadowolony, że musi opuszczać dom, Vai wręcz przeciwnie. Potraktowała to jako impuls do pogoni za oddalającym się klejnotem. Szybkim tempem podążali wyraźnymi śladami krasnoludów (ci bowiem nie zawracali sobie głowy jakimś wyrafinowanym poruszaniem się po lesie). Po drodze Vai i chłopak, który tak przy okazji miał na imię Alvin, ukradli latającą barkę (balony) pracujących w okolicy drwali. Vai twierdziła bowiem, że wiem gdzie uciekinierzy się kierują, a drogą powietrzną szybko i łatwo nadrobią dystans. Sytuacja się jednak komplikuje, gdy wlatują w rozległą mgłę. Stracili orientację. Zgubili się. Sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy po wydostaniu się na czysty teren na ich kursie znalazł się smok, tym razem zielony. Zaatakował ich i zniszczył barkę. Vai i Alvin runęli w dół. Na ich szczęście nie byli wysoko i upadek nie był groźny. Po dojściu do siebie zauważyli, że są tuż przy starej, opuszczonej kopalni krasnoludów. Postanowili ją sprawdzić. Znaleźli i zabrali ze sobą parę pięknych drobiazgów wspaniale wykonanych rękami krasnoludzkich kowali. Po wyjściu z podziemi poszli rozejrzeć się po okolicy. Ledwie ruszyli a wpadli na ścigany przez nich oddział karłów. Zapanowało ogólne zaskoczenie. Konsternacja szybko znikła gdy krasnoludy zauważyły w rękach Vai i Alvina piękne przedmioty wykonane przez ich pobratymców. Natychmiast sięgnęli po bojowe topory. Wywiązuje się zażarta walka. W jej kulminacyjnym punkcie do zamieszania dołącza się jeszcze ów smok, który strącił barkę (znów jak to smoki, połasił się na świecidełka). Cierpliwość Vai powoli się wyczerpuje. Jej wkurzenie sięga zenitu. Wychodzi z niej jej druga natura - demoniczna. Vai jest bowiem pół demonem pół człowiekiem (dlatego leśne wróżki tak szybko nawiały). Wszystkim strach zajrzał w oczy, smokowi też. Vai niszczy wszystko w swoim zasięgu. Krasnoludy fruwały w powietrzu a biedny smok wbił się w naprzeciwległą górę. Vai całą okolicę zamieniłaby w perzynę gdyby nie zobaczyła Alvina. Pamięć o nim pobudził ludzką część dziewczyny i po chwili opanowała się i wróciła do poprzedniego stanu. Odzyskała w końcu klejnot. Alvin, gdy atmosfera trochę ostygła zaproponował jej wspólne, ustatkowane życie. Vai jednak kochała swoją dotychczasową wolność. Nie pozwoliła się dalej przekonywać i lekkim, dobrze mierzonym ciosem pozbawiła chłopaka przytomności. Na pożegnanie pocałowała go i zostawiła mu swoją część krasnoludzkich cudów z kopalni. Sama, z wielkim klejnotem w kieszeni, o który było całe to zamieszanie, ruszyła w dalszą sobie tylko znaną drogę.

Koniec

All rights reserved. Unauthorized copying, reproduction, lending, any commercial use prohibited. Whole Artwork in this portfolio belongs to Sebastian Strzeszewski.
Prawa do wszystkich grafik i prac umieszczonych w tym portfolio posiada Sebastian Strzeszewski. Nieautoryzowane ich użycie jest zabronione.