|
|
ROBOTICA
(comix script - short novel)
Statek kosmiczny leci w Przestrzeni; w ładowni złom, roboty, pojazdy itp.; też 2 roboty: Hali i Duri; przechodzą strażnicy - gadają:
- Hej! Po co tak właściwie wleczemy tę kupę złomu?
- A bo ja wiem.
- Na pewno wiesz. Widziałem jak gadałeś z kapitanem.
- No dobra, ale nic nie słyszałeś! To nie jest zwykły złom. To znaczy, większość tak, ale gdzieś tam [wskazuje na ładownię] jest coś cennego dla Imperium, a podobno Federacja Kupiecka też się tym interesuje.
- Serio?
- Tak, tylko ciii..
- Ale co to jest?
- Nie wiem. To najwyższa klauzula tajności. Pewnie nawet kapitan tego nie wie.
- Czy to cos groźnego?
- Mówię ci przecież, że nie wiem!
Oficer załadunkowy spojrzał na strażników. Ci speszeni odeszli szybkim krokiem. Oficer chwilę ich obserwował, spojrzał na ładownię, po czym wrócił do swoich zajęć. Hali i Duri tego nie słyszeli [leżeli przy ścianie - przyczepieni uprzężą]; popatrzyli po sobie bo wydawały im się, że strażnicy mówią o nich - o dezintegracji. Kiwnęli głowami ugodowo. Hali przy pomocy wbudowanego, małego mini lasera przeciął ramię uprzęży - uwolnił się, potem pomógł Duri'emu. Niezauważeni przeszli prze główną ładownię, Duri w pewnej chwili się przewrócił. Leżąc na podłodze zauważył jakiś błyszczący przedmiot na małym podeście. Wstał, wziął go sobie i razem z Hali'm przepalili zamek śluzy [małej] przewodów wentylacyjnych; tam się wślizgnęli. Statek leci dalej. Ląduje na planecie o nazwie Roth [góry; pustynie]. Manewruje do głównego doku [4 potężne, wysokie wysięgniki na rogach głównej śluzy doku]. Masywne, mechaniczne cumy [like alien4] łapią uchwyty cumujące statku. Chwilowy bezruch. Wyjeżdża obsługa naziemna; otwierają się luki statku; zaczyna się wyładunek. Hali i Duri jako, że kanałami wentylacyjnymi dotarli do zsypu, zostali, razem z innymi śmieciami, wyrzuceni przez tylną śluzę statku do głównego zsypu stacji, a stamtąd trafili podziemnym tunelem poza zabudowania bazy na wysypisko. Z trudem się wygrzebali spod stert złomu. Zeszli z wysypiska; stanęli, obejrzeli się za siebie, potem spojrzeli przed siebie i w końcu na siebie. Usieli zrezygnowani, bowiem, co prawda, uciekli z transportu, ale przed nimi rozciągały się monumentalne miejscami góry, a wrócić przecież nie mogli. Dla 2 małych [ok. 1m wys.] robotów wyprawa przez tak wielką przeszkodę wydawała się samodezintegracją.
Duri: - Może wrócimy?
Hali: - Niby gdzie?
D.: - No, tam... [wskazuje za siebie - na bazę]
H.: - Nie ma mowy! Przetopią nas tam, albo jeszcze gorzej!
D.: - No to co robimy? W tych śmieciach nie możemy przecież zostać.
H.: - Hmm, no, nie...
- Chwila Ciszy -
H.: - No dobra, idziemy!
D.: - Gdzie?
Hali spojrzał wymownie w stronę gór.
D.: - Obwody ci się przepaliły?! Jesteśmy tylko robotami technicznymi, a nie wyczynowymi! Nie damy sobie rady?
H.: - A masz jakiś lepszy pomysł?
D.: - ... [spuszcza głowę]
H.: - Wobec tego ruszajmy. Nie ma co tu siedzieć.
D.: - ...
Więc ruszyli. Szli cały dzień i noc [robotom to bez różnicy - no chyba, że prądu zabraknie w bateriach].
Drugiego dnia; Idą, po drodze widzą zardzewiałe części innych robotów [coś jak pustynia w Peru]; Przeszkoda, chwila zwątpienia; ściana skalna załamuje się, spadają w przepaść; Duri uszkodzony, Hali go niesie; Idą doliną wąwozu, trafiają na jakieś stare, zardzewiałe wrota; Duri wyjmuje przedmiot, który zabrał ze statku, bo wzory na wrotach były takie same jak na owym przedmiocie; Dotyka nim wrót, te z trzaskiem otwierają się, chwila wahania; wchodzą; Odkrywają starożytną mecha-cywilizację; Z zapisków i obrazów wynikało, że to siedziba pierwotnych Bogów, Mecha Bogów.
Koniec.
|
|