handmade pictures incl. realistic and comix-like drawings and some additional manga paintings pictures made with pc graphic software such as Adobe Photoshop, Corel Draw etc. 3d graphics made in Bender mainly graphic logos and graffiti projects comics made by Sebasthien in european and manga drawing style based on the scripts by Sebasthien photos statues,people, nature flash, 3d, animations scipts, short novels, comix scripts links, recommended sites to see info about author and general inf

DEEP SPACE EXPLORERS
(comix script - short novel)


       Baza kosmiczna. Gwiezdna przystań z dokami, barami i wszystkim tym co powinno się znajdować w przystani. Stacja, mimo że ogromnych rozmiarów w rzeczywistości była jedną z tych mniejszych. Była bowiem położona na granicy znanych terytoriów. Za nią rozciągały się nie przemierzone połacie próżni kosmicznej. Totalna pustka, bez choćby kawałka skały. Gdzieś tam, podobno, rozciągała się wielka mgławica pyłów kosmicznych. Co znajdowało się za nią nie wiadomo. Cały ten obszar nazywano Kwadrantem Delta.
       Bazę odwiedzali tylko ci którzy musieli podróżować wzdłuż granicy Ziemskiej Federacji. Zaglądały tam głównie załogi statków transportowych przewożących zazwyczaj rudę różnych surowców z kresowych kopalń. Byli to najróżniejsi przewoźnicy, zrzeszeni w korporacjach jak i wolni strzelcy. Stacja była dla nich miejscem, gdzie znajdowali chwilę wytchnienia między kolejnymi kursami. Krążyły wśród nich legendy o tym co znajduje się w Kwadrancie Delta. Legendy, bowiem nikt z nich tam nie zawitał. Nie mieli odwagi lecieć w nieznane. Znajdowali się co prawda śmiałkowie, którzy chcieli odkryć nie odkryte, lecz żaden z nich nigdy nie powrócił. Wydłużająca się lista zaginionych tylko wzmagała lęk przed Deltą. Nie zapuszczały się tam nawet statki wojenne, być może z obawy, że mogłyby tam natrafić na jakiegoś potężnego wroga. Generalnie więc, wszyscy jak tylko mogli unikali tych terenów.
       Od lat nic się w bazie nie działo ciekawego. Ciągłe przyloty i odloty, niemal tych samych załóg. Rutyna i nuda. Pewnego jednak dnia nadzór lotów odebrał sygnał wywoławczy, który mimo niedowierzań kontrolerów, pochodził z Kwadrantu Delta. Zbliżał się jeden ze Zwiadowców Głębokiej Przestrzeni (Deep Space Explorers). Była to garstka śmiałków, samotników, którzy na własną rękę zapuszczali się daleko poza granice Ziemskiej Federacji. Za zbieranie informacji otrzymywali wynagrodzenie od władz, jednak nie podlegali niczyim rozkazom. Było ich tak niewielu i byli tak nieuchwytni, że sami zyskali status legend. Nic więc dziwnego, że wiadomość o zbliżaniu się jednego z nich niczym błyskawica przetoczyła się przez bazę. Wszyscy rzucali swoje zajęcia i biegli do portu pchani nieposkromioną ciekawością. Z mroku wyłonił się statek zwiadowcy - najwyższej klasy, podrasowany kosmiczny ścigacz mogący rozwijać ogromne prędkości i pokonywać wielkie dystanse. Podobno jednostki tego typu były też potężnie uzbrojone, a ich piloci cieszyli się opinią najlepszych asów przestrzeni w całej Federacji. Statek podchodził do doku. Przez okna stacji gapie obaczyli, że był on czarnego koloru i tylko dzięki światłom pozycyjnym można go było dostrzec na tle czerni kosmosu. Na kadłubie widniały ciemnoszare oznaczenia oświetlone reflektorami bazy. Statek trochę przypominał dawne samoloty latające w atmosferze Ziemi. Miał wyraźny, podłużny kadłub z ostrym nosem i skrzydła w układzie delta, tyle że skierowane do przodu. Patrząc z góry lub z dołu wyglądał jak latający trójząb. Rozległ się głuchy odgłos cumowania. Ludzie z napięciem czekali na pojawienie się pilota. Śluza doku otworzyła się i wyszedł z niej mężczyzna w szaro-czarnym, podobnym do wojskowego, kombinezonie z niebieską chustą na szyi. Nosił ciężkie, grawitacyjne buty sięgające do kolan. Na plecach miał coś w rodzaju plecaka, używanego przez piechotę kolonialną. Jego twarz była pociągła z kilkudniowym zarostem. Oczy miał niebieskie, krótkie, czarne włosy. Przez lewe oko przebiegała od czoła do policzka długa blizna. Gapie stali w milczeniu wpatrując się w przybysza. Ten poszedł prosto do baru, a cały tłum podążył natychmiast za nim. Eksplorator napił się drinka po czym udał się do kierownictwa stacji. Tam już gapie nie mogli się dostać, gdyż powstrzymała ich ochrona. Po paru godzinach znudziło im się wyczekiwanie i rozeszli się do swoich zajęć dyskutując o możliwych powodach pojawienia się gościa. Fugia, bo tak nazywał się przybysz, po wizycie u nadzorcy udał się do hotelu i tam został na noc.
       Baza była tak właściwie małym miasteczkiem, a jak to w małych miastach bywa, wszyscy się tam znali, tak więc powód wizyty Fugii dość łatwo "wyciekł" z dowództwa i do rana był już powszechnie znany. Chodziło o złoża bezcennych surowców takich jak złoto, platyna, diamenty, które według informacji eksploratora bogato występowały w Kwadrancie Delta. Były one zlokalizowane tuż za Wielką Mgławicą Pyłów, znajdującą się za Pustką. To ludziom na stacji wystarczyło. Natychmiast zaczęli szykować statki by się tam wybrać. Wyruszyła cała armada najróżniejszych jednostek. Kto pierwszy ten lepszy. Wiadomość o bogactwach była jednak tylko fragmentem meldunku Fugii. Jej dalsza część mówiła o potencjalnym zagrożeniu dla Federacji Ziemskiej ze strony Kwadrantu Delta. Cały ten obszar bowiem był opanowany przez obce, wrogie istoty, bardzo agresywne i groźne. Same nie potrafiły stworzyć cywilizacji technicznej, ale mimo to były całkiem inteligentne i sprytne. Mogły przeżyć niemal w każdych warunkach. Eksplorator zauważył ponadto, że cała Delta była jakby z rozmysłem tak odseparowana od reszty wszechświata przez kogoś, kto nie chciał by potwory się dalej rozprzestrzeniały. Jednak o tym już nikt nie chciał słuchać, liczyły się tylko zyski. Rozsądek został stłumiony przez typowo ludzką chciwość.
       Setki statków były już w drodze gdy Fugia się obudził. Od nielicznych pozostałych z przerażeniem wysłuchał nowin. Popędził natychmiast do dowódcy bazy, ale jego też nie było. Udał się więc do kontroli lotów i przez radio starał się przemówić do rozumu lekkomyślnych chciwców. Nikt go jednak nie słuchał. Wszyscy powyłączali odbiorniki i na pełnej mocy silników podążali do Kwadrantu Delta. Fugia nie mógł nic zrobić.
       Minął miesiąc. Nie wrócił ani jeden statek. W międzyczasie, do bazy przyleciało jeszcze paru eksploratorów zaalarmowanych przez Fugię. Jak na razie wszyscy czekali na rozwój wypadków, bowiem na pokonanie Wielkiej Pustki potrzebne były aż dwa miesiące, a Mgławicy dodatkowy jeden miesiąc, w jedną stronę. Był to czas wyliczony na podstawie średnich możliwości jednostek, które tam poleciały. Statki eksploratorów były oczywiście znacznie szybsze. Postanowiono nie czekać aż pół roku by się dowiedzieć, że i tak wszyscy ci nieszczęśnicy zaginęli. Tak więc, po upływie trzech miesięcy, szóstka eksploratorów ruszyła w ślad za armadą. Ich statki były tego samego typu, lecz każdy był w inny sposób przebudowany, podrasowany. Cała droga zajęła im tydzień. Za Mgławicą Pyłów rozciągała się piękna z pozoru, mała galaktyka, pełna gwiazd i planet. Pomiędzy systemami planetarnymi były zawieszone w próżni wielokolorowe mniejsze mgławice. Całość wyglądała naprawdę zachwycająco. Jednak tylko z daleka. Wszystkim tym władały okrutne, zmieniające swoje kształty potwory jakby nie pasujące do tego miejsca. A może o to chodziło? Może piękne, bogate tereny miały zwabiać łatwowierną zdobycz?
       Gdy eksploratorzy dotarli na miejsce nie zauważyli żadnych śladów nieszczęsnej armady. Włączyli skanery i zaczęli badać najbliższą przestrzeń. Zero efektu. W pobliżu nie było żadnych statków. Postanowili się rozdzielić by przeszukać dalszy i większy obszar. Każdy poleciał w inną stronę. Fugia skierował się do samego centrum galaktyki. Eksploratorzy mieli aktualne dane o pozycji i funkcjach życiowych każdego z nich, więc w razie gdyby coś się działo wszyscy by zaraz o tym wiedzieli. Lot Fugii przebiegał bez niespodzianek. Dosyć podejrzany spokój. Kompletnie nic się nie działo. Jedynie przyrządy pokładowe statku miały co robić. Nieprzerwanie skanowały przestrzeń, systemy, planety, lecz nie namierzyły żadnych innych jednostek, ani w ogóle niczego co mogłoby wzbudzić jakieś zaniepokojenie. Fugia zupełnie już nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć. Jedyne co krążyło mu po głowie, to coraz silniejsza chęć pójścia spać. Gdy tak rozsądzał co jest lepsze - sen czy nudne czuwanie, włączyły się sygnały alarmowe. Wykres pokazujący funkcje życiowe jednego z eksploratorów przestał działać i nie była to awaria sprzętu. Naprawdę musiało się coś stać złego. Fugia natychmiast odpalił silniki i pędem ruszył w kierunku ostatniej znanej lokalizacji zaginionego. Gdy tam dotarł, nie znalazł statku a skanery wykryły jedynie ślady silników ścigacza, które prowadziły na jedną z planet tego systemu. Komputery dokonały pobieżnej analizy ukształtowania terenu, składu atmosfery i okazało się, że planeta ta bardzo przypomina Ziemię, ale trudno było zgadnąć czy naprawdę taka była, czy to tylko jakaś wyrafinowana sztuczka. Tak czy owak, trop zaginionego eksploratora wyraźnie prowadził na jej powierzchnię, więc Fugia zaczął przygotowywać się do lądowania. W momencie gdy miał już wejść w atmosferę, rozbrzmiały kolejne alarmy. Tym razem powyłączały się wszystkie pozostałe wykresy funkcji życiowych reszty eksploratorów. Fugia wpadł w konsternację. Po chwili jednak zdecydował się kontynuować schodzenie z orbity. Dotarcie do powierzchni planety i lądowanie przebiegły bez najmniejszych zakłóceń. Eksplorator wysiadł ze ścigacza, stanął obok niego i pełen podejrzeń obserwował otoczenie. Wszędzie dookoła walało się mnóstwo zniszczonego sprzętu należącego ewidentnie do "armady głupców". Tu i ówdzie tkwiły też ich statki wbite w ziemię. Jedno wielkie pobojowisko. Za całym tym "śmietniskiem" wznosiła się ogromna wielopoziomowa piramida zbudowała z jakiegoś ciemnego materiału. Budowla wyglądała na bardzo starą i raczej wątpliwe, że wybudowały ją potwory. Fugia zaczął powoli iść w jej kierunku jednak nie zdążył daleko zajść, kiedy z nieba strzeliła wiązka energii i trafiła prosto w piramidę. Straszliwy huk przetoczył się po okolicy wraz z następującą po nim falą uderzeniową. Fugia padł plackiem na ziemię. Kompleks częściowo wyparował a jego reszta rozleciała się we wszelkie strony. Tony gruzu zasypały cała nizinę, szczęśliwie nie trafiając w eksploratora, ani w jego statek. Kiedy pył opadł Fugia dźwignął się na nogi i stał chwilę lekko oszołomiony. W pewnym momencie jego wzrok wzniósł się ku górze. Wysoko nad ziemią wisiał w powietrzu statek nieznanego typu. Miał wyraźny korpus zwężający się ku tyłowi. Od niego odchodziły dwa jakby skrzydła, tyle że nie na boki jak u ziemskich jednostek, a ku górze i dołowi. Miały kształt łuku i były przytwierdzone na przedniej części statku. W "zamurowanego" Fugię i jego ścigacz zostały skierowane promienie o lekkim świetle, lecz nie była to broń, a zapewne skanery obcego. Po chwili statek wzniósł się wyżej i skierował się w przestrzeń kosmiczną. Fugia pędem rzucił się do ścigacza i ruszył za przybyszem. Gdy był już na orbicie planety, eksplorator zauważył, że obcy kierował się do wielkiego statku-matki znajdującego się w cieniu planety. Jednostka była naprawdę ogromna o konstrukcji podobnej do tego mniejszego statku. Fugia postanowił się nieco zbliżyć jednak zostały w jego kierunku wystrzelone pociski jonowe, które co prawda go nie dosięgły, ale skutecznie zniechęciły do tego pomysłu. I taki najwyraźniej była zamysł obcego - odstraszyć, nie zabić. Eksplorator wycofał się na sporą odległość i czekał na dalszy rozwój sytuacji. Jakiś czas nic się nie działo ciekawego, ale po chwili statek-matka rozbłysł niesamowicie jasnym światłem. Nastąpiła potężna eksplozja. Autodestrukcja. Wybuch był tak silny, że stopił powierzchnię planety aż do warstwy płynnej lawy. Fala uderzeniowa rozchodząca się kuliście we wszystkich kierunkach okrutnie szarpnęła statkiem Fugii nieco go uszkadzając. Trzeba było szybko podjąć decyzję. Niedaleko znajdowała się inna planeta, podobna do tej właśnie zniszczonej. Fugia niemal cudem dał radę awaryjnie tam wylądować. Jednym susem wyskoczył z kabiny i spojrzał w niebo na którym rozpościerał się wspaniały widok. Eksplozja obcego statku z powierzchni planety wyglądała naprawdę imponująco. Chwilę tak eksplorator stał właściwie o niczym nie myśląc, po czym postanowił w końcu przyjrzeć się dokładniej miejscu w którym wylądował. Obejrzał się wokół i się zdumiał tym co zobaczył. Było tutaj wszystko to co było na poprzedniej planecie. Pobojowisko statków z armady, dziwna piramida. Fugia zastanawiał się czy to nie jakieś deja vu go dopadło. Jednak, po bliższym przyjrzeniu się dostrzegł różnice, co upewniło go, że ciągle jest w realnym świecie. Tym razem nie powinno być już problemów ze strony obcego, więc skierował się w stronę monumentalnej budowli w nadziei, że uda mu się w końcu rozwikłać zagadkę armady i zaginionych eksploratorów. Pełen obaw wszedł do piramidy przez spora dziurę u jej podstawy. Wewnątrz nie było wcale tak ciemno jak się spodziewał. Ściany wydawały się świecić same z siebie. W środku budowla przypominała szwajcarski ser. Pełno była tam korytarzy prowadzących we wszystkich kierunkach (w górę i dół też). Fugia postanowił iść prosto przed siebie nigdzie nie skręcając. Nigdzie nie było widać potworów, a wszędzie dookoła panowała grobowa cisza. I rzeczywiście, po chwili Fugia przekonał się na własne oczy, że to naprawdę jest grób. Na ścianach były porozwieszane ludzkie ciała, członków armady. Były w okropnym stanie, porozcinane, wytrzewione. Wyglądało to tak jakby ktoś badał ich anatomię, a nie działał jak bezmyślne zwierzę. Eksplorator szedł dalej, choć nie było to łatwe, nie tylko ze względu na makabryczne widoki, ale i straszliwy odór unoszący się w gęstym powietrzu. W końcu, dotarł do obszernego pomieszczenia, gdzie zbiegały się wszystkie korytarze. Znajdowało się tam wiele sprzętów wyciągniętych ze statków chciwych głupców. Jakimś dziwnym trafem były to niemal wyłącznie mapy, urządzenia nawigacyjne i inne rzeczy określające pozycję bazy i Ziemi. Fugia od razu zrozumiał, że nie może to być przypadek. Potwory były mimo wszystko inteligentnymi istotami. Od niepamiętnych czasów były izolowane w tej małej galaktyce-więzieniu, gdzie witali jedynie jacyś nieświadomi niebezpieczeństwa samotnicy z różnych cywilizacji, a teraz, w końcu, nadarzyła się niepowtarzalna okazja by się z tej celi wydostać. A jeśli stwory potrafiłyby pilotować przybyłe statki? Co jeśli włączyłby się autopilot? Fugią wstrząsnął zimny dreszcz. Zastanawiał go jeden problem, skoro potworów tutaj nie ma, to gdzie mogą być? Szybko sam sobie odpowiedział na to pytanie i zamarł z przerażenia. Popędził korytarzem, którym przyszedł. Co chwila potykał się o ludzkie ciała i ich części. Jak z procy wystrzelił z piramidy i wsiadł do swego ścigacza. Dłuższą chwilę próbował uruchomić silniki. Te choć już mocno sfatygowane odpaliły i statek wzniósł się w górę. Gdy tylko Fugia znalazł się w przestrzeni, włączył wszystkie dopalacze jakie tylko były jeszcze sprawne i ścigacz z ogromną prędkością pomknął w kierunku przygraniczne j bazy kosmicznej.
       Po dotarciu na miejsce, Fugia przekonał się na własne oczy, że jego podejrzenia nie były nieuzasadnione. Baza z zewnątrz wyglądała żałośnie - poodrywane części poszycia, ślady implozji, mnóstwo szczątków dookoła. Te statki, które nie wchodziły w skład armady, a które zostały na cumach przy stacji były teraz zniszczone, podobnie jak i śluzy cumownicze. Do bazy nie można było się dostać ani z niej wydostać. Eksplorator mógł tylko obserwować przez okna co się dzieje w środku. A działy się tam okropne rzeczy. Wiele ciał walało się po pokładach, wszystko było zbryzgane krwią. Część załogi jeszcze żyła i starała się walczyć z potworami. Było to jednak bezcelowe. Mrowie stworów nieubłaganie parło naprzód i kolejno, w okrutny sposób, oponenci byli eksterminowani. Fugia nie był w stanie im pomóc. Nie mógł nawet ulżyć ich cierpieniom, gdyż systemy bojowe ścigacza były niesprawne. W chwili gdy był już bliski załamania, tuz obok stacji rozbłysło bardzo jasne światło rozchodzące się promieniście we wszystkich kierunkach. Wokół jego centrum otworzyła się spirala jakichś dziwnych obłoków i strumieni energii. Choć Fugia nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział, to znał różne teorie astrofizyczne na tyle, żeby domyślić się, że to co rozpościera się przed nim to tunel czasoprzestrzenny. Z jego wnętrza wyleciał ogromny, majestatyczny statek, który raczej nie pozostawiał wątpliwości, że nie pochodzi z Ziemi. Wyglądem przypominał piramidy z planet Kwadrantu Delta. Fugii przeszło przez myśl, że jest to jednostka tej bardzo zaawansowanej cywilizacji, która "utworzyła" Deltę i odizolowała w niej potwory. Eksplorator nie zdążył się jeszcze pozbierać z szoku przemieszanego z zachwytem, gdy z olbrzyma strzeliła potężna wiązka energii i rozerwała na strzępy cała stację. Fala wybuchu przetoczyła się po przestrzeni. Ścigacz Fugii znów oberwał. Tym razem jednak podmuch był tak silny, że statek niemal rozleciał się na kawałki. Wszystkie systemy napędowe, stabilizujące i nawigacyjne przestały działać, a Fugia stracił przytomność. Kolos odleciał wgłąb tunelu, który zaraz potem się zamknął. Przestrzeń zafalowała w tym miejscu niczym wody stawu. Ścigacz eksploratora dryfował bezwładnie w kierunku Kwadrantu Gamm, innego, tajemniczego, wciąż niezbadanego zakątka kosmosu. Fugia, choć pogrążony w wymuszonym, głębokim śnie ciągle żył, gdyż systemy podtrzymywania życia były niezależne od zasilania ze statku i ciągle prawidłowo działały. Ścigacz powoli niknął w otchłani wszechświata, aż w końcu znikł całkowicie w bezkresnej czerni.

Koniec.

All rights reserved. Unauthorized copying, reproduction, lending, any commercial use prohibited. Whole Artwork in this portfolio belongs to Sebastian Strzeszewski.
Prawa do wszystkich grafik i prac umieszczonych w tym portfolio posiada Sebastian Strzeszewski. Nieautoryzowane ich użycie jest zabronione.