|
|
DAIYEN
(comix script - short novel)
Daiyen to młody chłopak. Elf. Miał zaledwie 127 lat. Był piękny, nawet jak na elfie standardy, bo jak wiadomo wszyscy przedstawiciele tego plemienia byli piękni, zdrowi i silni. Daiyen jednak wyróżniał się z pośród ich wszystkich. Był nieśmiały i jakby zamknięty w sobie. Często chodził własnymi ścieżkami w sobie tylko znane miejsca. Starszyzna i cała społeczność Eldaru (miejsca z którego pochodził) zawsze się zastanawiała co on tam (to znaczy, gdzieś tam) robi, dlaczego woli przebywać poza rodzinnymi kątami i wreszcie podstawowe pytanie, co z niego będzie? Daiyen nie przejmował się tymi podejrzliwymi spojrzeniami i przebąkiwanymi tu i ówdzie uwagami. Po prostu nie zwracał na nie najmniejszej uwagi, co z kolei spowodowało kolejne idee Elfów na jego temat, w stylu: Czy on przypadkiem nie jest aby głuchy? Może wariat? Elfi wariat. Tak! No bo cóż innego?
Prawdopodobnie tylko dzięki niepowtarzalnej urodzie utrzymał się w społeczności (każdy inny już dawno zostałby wypędzony na jakieś 300 lat - w celu "zagłębienia" się w sobie, czyli zwyczajnie na samotną tułaczkę). Jego piękno bowiem ściągało wszystkie Elfie panny nie tylko z najbliższej okolicy. Sława Daiyena dotarła do najdalszych zakątków świata skutecznie rujnując budżet królów i ojców, których córki masowo i bez umiaru wyciągały z rodzinnego skarbca to co było najcenniejsze oraz najładniejsze i wysyłały młodemu lecz obojętnemu na to Elfowi. Mimo, że nie mogły się doczekać żadnej z jego strony reakcji, nie traciły nadziei na zdobycie go. Każda oczywiście chciała młodzieńca tylko dla siebie, tak więc konkurencja w zastraszającym tempie powiększała ilość i przepych podarków. Żadne jednak świecidełko nie podbiło serca Daiyena (znów plotki, że chłopak może go w ogóle nie mieć...), który jak chodził swoimi szlakami, tak chodził nimi dalej. Żadnej reakcji. Mieszkańcy Eldaru jednak nie mieli poza tym większych zmartwień, ponieważ wszystkie te przysyłane, kosztowne cuda trafiały do wspólnego, miejskiego skarbca, a to dlatego, że rodzice Daiyena nie chcieli ich przyjmować skoro ich syn nie wykazywał żadnego nimi zainteresowania. I tak to się toczyło: koło się obracało, a wąż połykał swój ogon.
I działoby się tak dalej, gdyby nie pewne zdarzenie. Tym zdarzeniem była Elfka Ismiel. Ismiel była równie piękna jak sam Daiyen i wzbudzała wokół siebie równie wielkie zainteresowanie, tyle, że u męskich przedstawicieli elfiego rodu. Tak się akurat złożyło, że zakochała się ona właśnie w Daiyenie, ku wielkiemu smutkowi wielbicieli ich obojga. Można bez przesady powiedzieć, że dostała Ismiel totalnego świra na punkcie swego wybrańca. Swą determinacją przebijała wszystkie inne kandydatki. Biegała za młodzieńcem dosłownie wszędzie, nie opuszczała go na krok. Mieszkańcy Eldaru stwierdzili, że teraz to już dwóch wariatów mają w mieście. No ale cóż, takie to życie.
Pewnego dnia, Daiyen, jak zwykle, wybierał się na samotną wędrówkę w znane tylko sobie miejsce. Nie uszło to oczywiście uwagi czujnej Ismiel. Natychmiast po wyjściu swego oblubieńca z osady chwyciła zawczasu przygotowany worek podróżny i pognała w ślad za wędrowcem starając się pozostać niezauważoną. I tak szli przez lasy, strumienie, wzgórza, a mieszkańcy Eldaru (tj. stronnictwa obojga) bezskutecznie starali się wytłumaczyć ich wspólną nieobecność. Mniej więcej po tygodniu włóczenia się zmęczona, brudna i podrapana Ismiel mogła wreszcie odetchnąć z ulgą, gdyż Daiyen najwyraźniej dotarł do celu swej podróży. To tajemne miejsce okazało się pięknym, diamentowym stawem. Był on ze wszystkich stron otoczony kamienistymi brzegami, za którymi rozciągały się gęste gaje wysokich i mocarnych drzew. Nad samym stawem rosły trawy wszelkiego rodzaju, krzewy i krzaki o wielokolorowych owocach. W powietrzu unosił się bardzo intensywny zapach lasu górskiego (szyszki, jodły...). A wszystkiemu temu towarzyszył miękki odgłos wody wypływającej z górki kamieni na środku jeziorka. Miejsce to zaprawdę przepiękne, potrafiące dogłębnie zachwycić każdego, kto do niego dotarł. Tak więc i serce Elfki wypełniło się nieprzebranym podziwem. Po chwili zadumy, miłość do Daiyena wzięła jednak górę i Ismiel znów wróciła do rzeczywistości i "swojego" wybrańca. Daiyen stał w wodzie, która sięgała mu do kolan i najwyraźniej na coś czekał. Czekała również Ismiel. Nagle staw rozbłysł diamentowym, krystalicznym światłem. Tuż przed Daiyenem woda zaczęła się burzyć i unosić ponad powierzchnię jeziorka. Wiła się i formowała różne kształty, a czyniąc to cały czas migotała czystą jasnością. Zdumiona, ale i zauroczona Elfka o mało nie spadła z korony drzewa z którego obserwowała całe to widowisko. W ostatniej chwili odzyskała równowagę i dalej, już jednak ostrożniej, śledziła rozwój sytuacji. W końcu, tańcząca woda zaczęła przybierać jakąś jednolitą formę - kobiety, pięknej kobiety. Ismiel poczuła dziwne ukąszenie w samo serce. Była to boginka tego stawu o olśniewające urodzie. Miała gładką, lekko błękitną cerę, duże perłowe oczy i długie, jasnozłote włosy. Cała lśniła słonecznymi promykami. Stała naga przed młodym Elfem i chwilę się oglądała dookoła, na co ukryta obserwatorka wstrzymała oddech, a następnie zwróciła swój bystry wzrok na wędrowca. Uśmiechnęła się i rzuciła w ramiona Daiyena. Dla Ismiel tego było już za wiele. Z kocią zwinnością wyskoczyła spomiędzy gałęzi, przeleciała nad obejmującą się parą i wylądowała w wodzie za nimi, rozbryzgując ją na wszystkie strony. Oczy Elfki płonęły piekielnym gniewem. Zaskoczeni kochankowie zastygli w bezruchu. Pierwsza poruszyła się boginka. Powoli, acz zdecydowanie podeszła parę kroków w kierunku dziewczyny i ostrzegająco się najeżyła. Ismiel odwzajemniła się jej tym samym. Jedynie chłopak nadal stał jak wryty, starając się pojąć wynikłą sytuację. Pani jeziora myśląc, że młoda Elfka jest kochanką jej ulubieńca, obrzuciła ją pogardliwym spojrzeniem, syknęła i rzuciła się na nią. Ismiel jednak nie tylko swoją urodą się wyróżniała, lecz także swymi umiejętnościami w walce, tak więc zrobiwszy unik sama zaatakowała boginię. Ta niezmiernie tym faktem zdziwiona nie zdążyła odpowiednio szybko zareagować i Elfka najpierw ją podcięła, a następnie, gdy ta padła w wodę, jednym ciosem wbiła w dno. Ale boginie też nie są najsłabszymi istotami, więc niebieskolica w mig się pozbierała i oddała napastniczce. I taka walka trwała jeszcze jakiś czas. W końcu Ismiel powaliła wyczerpaną przeciwniczkę spektakularnymi metodami walki. Daiyen natomiast doszedł już do siebie, podbiegł do miejsca potyczki i starał się przekonać obie kobiety, że zaszło jakieś nieporozumienie. Elfka jednak nie słuchała i padła mu w ramiona. I choć Elf starał się z tego uścisku uwolnić, nie okazując większego zainteresowania zakochaną w nim panną, bogini uznała taki zwrot akcji za zdradę jej kochanka i wykorzystując resztki sił rzuciła klątwę na niego i jego wielbicielkę, po czym znikła, a za nią woda ze stawu, kwiaty i zieleń. Prysł wspaniały aromat i urok. Po wysokich, gęstych drzewach pozostały jedynie poskręcane kikuty. Piękne jeszcze przed chwilą miejsce zamieniło się w jałową, kamienistą pustkę. Pośrodku niej stali Daiyen i Ismiel, lecz siłą zaklęcia zostali na zawsze połączeni. Stworzyli jedną istotę ni to kobiecą ni to męską, jednak mimo pojedynczego ciała mieli osobne świadomości, co w zamyśle bogini miało stanowić szczególnie dotkliwą karę.
I taki to był wyrok Pani Stawu, okrutny i nieodwracalny. Daiyen i Ismiel nigdy już nie wrócili do Eldaru i niedługo znikli z pamięci rodzin i współmieszkańców. Nikt już potem nie pamiętał kim byli i co się z nimi stało. Jedynie, co jakiś czas, pojawiały się pewne opowieści o jakiejś dziwnej istocie błąkającej się po górskich lasach.
Koniec.
|
|